Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ne przy stole, z wypisanem na niemych ustach: momento mori...
Szczęście jest jak kamień słoneczny z nieba upadły; nie doleci on nigdy do ziemi w całości, ale się zawsze na drobne rozbije kawałki, i dopiero te okruchy filozoficznego „kamienia szczęścia“ los różnie i częstokroć dziwnie między ludzi rozrzuca.
Nie było pełnego szczęścia na błyszczącem weselu u hrabiego, zbywało mu bowiem na tem, co się nazywa naturalną, niesztuczną wesołością, a co właśnie posiadał tenże sam uroczysty i radosny razem obchód u rodziców Marysi. Na tym ostatnim brakowało znowu balowych akcesorjów: kryształowe świeczniki zastępował ogień strzelający na kominie; w niedostatku szampana, wódką prostą i miodem spełniano zdrowie nowożeńców, były to braki bezwątpienia dotkliwe dla ludzi konwenan-sowych, prostacze jednak grono, ani na chwilę o nich nie pomyślało. Bawiono się tu wybornie, a świadczyły o tem rozpromienione twarze biesiadników. Marysia po ochoczej muzyce żydków z miasteczka, raźno uwijała się w tańcu, wiewając białemi wstążkami, co stroiły jej ładną główkę.
Jednocześnie tedy związano stułą liljowe rączki bladej hrabianki i silne dłonie rumianej mołodycy; — jednocześnie błogosławiono im na nową drogę życia, i namaszczono krzyżem ludzkich życzeń, ale... ścieszki, któremi później pobiegły, nie poszły w jedną, stronę, jeno rozminęły się, jak rozstajne drogi pod krzyżem....
W rok potem, pod słomianą strzechę nowy,