Strona:Wieś opuszczona.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tracąc członki niezdrowe i całę swą siłę,
Upada! iednę tylko zostawia mogiłę.

Już się nawet zniszczenie nasze rozpoczeło,
Już prawie napół iego dokonane dzielo;
Teraz gdy się w przyszłości umysł móy zacieka,
Każda cnota wieśniacza z tych kraiów ucieka.
Tam gdzie się blisko okręt na kotwicy trzyma,
I czekaiąc ich, żagle lada wiatrem wzdyma,
Tam oni idą wszyscy, niezczęśliwe plemie!
Spieszą na brzeg, ich szary stróy pokrywa ziemie;
Tam iest wesoła praca, gościnne staranie,
Tam z niemi idzie razem małżeńskie kochanie,
Pobożność, którey w niebie iest nadzieia wieczna,
Przywiązanie do kraiu i miłość stateczna.
I ty słodka Poezyo! ty pociecho nasza,
Którą swawolna roskosz nayprędzey wystrasza,
Już tobie nie pozwala teraz wiek nieprawy,
Rozczulać serca, albo zapalać do sławy,
Choć mało znana, dla mnie iesteś Nimfą lubą,
Może wstydem u świata, w samotności chlubą.
W tobie trosk mych i szczęścia znayduie przyczynę,
Znalazłaś mnie ubogim i ubogim zginę;
Przewodniczko, co wszelki kunszt wydoskonalasz,
Ty wszystkich cnót piastunko i ty się oddalasz!....
Zegnam cię!.... gdy twe pienia usłyszą osady,
Czy na górach Indyiskich czy w lasach Kanady,
Czy gdzie naywięcey słońce dogrzewa w swym biegu,
Lub gdzie zima kray cały zakopuie w śniegu;
Gdziekolwiek bądź, niech zawsze głos twóy wieczno trwały,
Osładza uprzykrzone mrozy i upały,