Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chłapowski nie bawiąc ruszył dalej, dnia 13 czerwca stanął obozem w Rykontach i natychmiast pchnął przednią straż, traktem kowieńskim do Waki, by opanować most nad rzeczką tegoż imienia; oddział polski, spędziwszy forpoczty rosyjskie, silnie się przed mostem usadowił. Ztąd było już tylko niecałe dwie mile do Wilna. Nagle zjawienie się wojska polskiego przeraziło Rosyan; byli pewni, że cały korpus Giełguda już nadciągnął; nie przypuszczali, aby słaby hufiec śmiał tak daleko posunąć się. „Zaczęto zatem, mówi cytowana powyżej relacya rosyjska, przygotowywać się do opuszczenia miasta i do zniszczenia składów broni i amunicyi, przewidując, że nazajutrz powstańcy uderzą.“ Ale gdy dzień 14 czerwca upłynął spokojnie, Rosyanie ochłonąwszy z przestrachu, postanowili odebrać most na Wace; uderzyli nazajutrz równo ze świtem, napróżno; ponowili atak dnia następnego, ale również bezskutecznie. Dali więc pokój atakom, a wszystkich sił użyli na sypanie okopów na Ponarach, które gęsto artyleryą obsadzili.
Chłapowski wiedział o wszystkiem, co się działo w Wilnie. Codzień i kilka razy na dzień, przedzierali się do niego z największem niebezpieczeństwem emisaryusze, donosząc o przygotowaniach nieprzyjacielskich do obrony i przyrzekali, że w razie, gdyby gubernator, opuszczając stolicę, chciał poniszczyć broń i prochy, znajdzie się kilkuset ludzi, by temu przeszkodzić. Wszystkie te wiadomości posyłał każdego dnia Giełgudowi, błagając, zaklinając o pośpiech. Byłato już ostatnia chwila do opanowania stolicy. Na takiem czekaniu upłynęło sześć dni! Co się działo w duszy Chłapowskiego, łatwo zrozumieć. W ciągu tych dni prawie wcale nie spał, wyjeżdżał za obóz, patrzał czy korpus nie nadchodzi i chociaż położył się do snu, zdawało mu się, że słyszy tentent koni i turkot wozów; zrywał się, znowu wyjeżdżał naprzeciw, —

    ponował. Lecz moja wojskowa dusza nie dopuściłaby się takiego śmiertelnego grzechu przeciw subordynacyi.“ Zbiór pamiętników do historyi powstania polskiego 1830 i 1831, wyd. Rajskiego. Lwów, 1882, s. 425.