Strona:Wacław Sieroszewski - Z fali na falę.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śliwego Sogoro. Ale radca Ikeura Kocuje wytłumaczył im, że prośba nie może być przedstawioną księciu, gdyż już duchowieństwo z świątyni jego przodków prosiło go o to, a odmówił im z wielkiem rozdrażnieniem.
Trzech najprzedniejszych wójtów i przyjaciół skazańca z żałości, z bezsilnej boleści i wstydu ogoliło głowy i wstąpiło w dzień kaźni do klasztoru, a o ciała straceńców upomnieli się księża z świątyni Tokodzi.
W Ewaradai był zbudowany pomost dla egzekucji.
Rano o „godzinie węża“[1] jedenastego dnia drugiego miesiąca mieszkańcy wsi okolicznych i podzamcza, starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, dzieci i zgrzybiali staruszkowie zebrali się w wielkiej ilości, aby powiedzieć ofiarom ostatnie „żegnaj“!
Skazańcy, skrępowani powrozami, zostali posadzeni na lichych matach na wzniesieniu. Sogoro i żona zamknęli oczy, gdyż widok był zbyt okropny. Obecni płakali i krzyczeli:
— Okrutnie!… Bezlitośnie!…

Wyjmowali z rękawów łakocie i rzucali dzieciom. W południe Sogoro i żona zostali przywiązani do krzyżów, które następnie wkopano w ziemię. Poczem wprowadzono na szafot przed oczy rodziców starszego Hennosuke. Sogoro zapłakał, wołając:

  1. 10 godzina rano.