Strona:Wacław Sieroszewski - Z fali na falę.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Precz!… Bierzcie tego chłopa!… — krzyczą zmieszani dworacy.
Konwój rzuca się na Sorogo, ale on zdąża wetknąć do lektyki władcy prośbę i dopiero, skoro ta została przyjętą, pozwala się uprowadzić!…
Mściwy Kotsuke no Suke otrzymawszy od Szioguna prośbę swych poddanych, robi wymówki swoim urzędnikom, że dopuścili do takiego dlań wstydu, i z żalem postanawia pod naciskiem wyższej władzy zmniejszyć czynsze do dawnych rozmiarów. Żąda wszakże jednocześnie wydania Sogora swym sądom książęcym.
— On powinien być ukrzyżowany dla przykładu i postrachu innych chłopów!… I nietylko on, ale również jego żona i dzieci!… A majątek ich ma zostać skonfiskowany!… Pozostałych sześciu wójtów niech wygnają z mych dóbr!… Na teraz będzie pewnie tego dosyć!… — mówił rozgniewany książę!
— Jaśnie oświecony Panie!… — odpowiedział radca Kodzima Sikibu, padając na twarz. — Zamiary Wasze są zupełnie zgodne z prawem i sprawiedliwe. Sogoro rzeczywiście zasługuje na surową karę za swe oburzające przestępstwo. Mam zaszczyt wszakże zwrócić uniżenie uwagę Waszej Jasności, że żonę i dzieci niepodobna uważać za winnych narówni z nim. Dlatego błagam Waszą Jasność o ulitowanie się łaskawie nad niemi i uwolnienie ich od kary tak surowej!
— Tam, gdzie grzech ojca jest wielki, żona