Strona:Wacław Sieroszewski - Wrażenia z Ameryki.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dziś wszystko to należy do przeszłości. Życie znów weszło w prawidłowe łożysko, przemysł pracuje z całą potęgą, dobrobyt rośnie w oczach, ludność gwałtownie zwiększa się pomimo wprowadzonych kontyngentów emigracji... Stany Zjednoczone mają już zgórą 120 miljonów mieszkańców. Organizacja jednak przemysłu i udoskonalenia techniczne wyprzedzają spożycie wewnętrznego rynku. Ameryka musi towary swe wywozić, inaczej one ją uduszą... Już dawno wyprzedziła w eksporcie Anglję, niegdyś przodowniczkę na tem polu; szachuje wciąż Niemcy, drugą zrzędu potęgę... Wywóz jej już przekracza 5 biljonów dolarów rocznie... Co będzie, jeżeli i tam na krańcach dosięgnie granic? Czy można zamknąć te tysiące fabryk, których potężne kominy zakrywają chmurą czarnego dymu pół Ameryki? Czy należy wstrzymać wynalazczość? Co stanie się z miljonami robotniczych rodzin pozbawionych nagle zarobku? Kapitał już teraz zaczyna się denerwować. Ogarnia go szalona gorączka giełdowej gry, lecz twarda rzeczywistość żelazną ręką zawraca go na zdrowe tory, zostawiając na placu niedawnych zapasów zmiażdżone miljardowe fortuny oraz wielotysięczne istnienia... Na twarzach mężów stanu coraz częściej pojawia się zaduma i troska... Nie mógł ich prze-