Strona:Wacław Sieroszewski - Na wulkanach Japonji.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że Japonji grozi to samo, co nam. Japończycy wiedzieli wówczas doskonale, że to, co im mówił, jest prawdą; wiedzieli dobrze o intrygach rosyjskich w Korei, wiedzieli, że Koreę Rosja uważa tylko za pomost do wejścia na kwitnące brzegi Japonji, wiedzieli o tem i gotowali się do walki. To też Piłsudski zjednał sobie wówczas zaufanie Japończyków. Pomocy jednak w orężu i amunicji dla czynnej walki z Rosją nie uzyskał. Udało się Piłsudskiemu jedynie wyrobić lepsze obejście z żołnierzem polskim, służącym w szeregach rosyjskiej armji. Umiał przekonać Japończyków, że żołnierz nasz nie chce zgoła zaboru Japonji, że jest dla niej usposobiony życzliwie, że go nahajką tylko pędzą do walki. Prosił więc o względy dla niego. Japończycy względność tę przyrzekli, pytali tylko, jak poznać żołnierza polskiego. „Język wasz — mówili — jest tak podobny do rosyjskiego, że niemożliwem jest odróżnienie waszego żołnierza“. Wtedy Komendant powiedział im, że żołnierze nasi noszą krzyże i szkaplerze i że żegnają się inaczej, aniżeli żołnierze prawosławni. Odtąd rząd japoński polecił wojskom swym, by, biorąc jeńców rosyjskich, kazano im się żegnać i oglądano, czy mają krzyże i szkaplerze. A skoro w ten sposób przekonywano się, że są Polakami, odsyłano ich do innych obozów i traktowano ich lepiej, życzliwiej, niż Rosjan. To były pierwsze rezultaty