Strona:Wacław Sieroszewski - Ciupasem na Syberję.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

giem Irtysza, coraz rzadziej spotykaliśmy wsie na wybrzeżach; coraz częściej stacje, przy których zatrzymywaliśmy się dla zabrania paliwa, przedstawiały jeden, dwa domki, gdzie mieszkali nadzorcy i stróże przygotowanych w czasie lata sągów drzewa. Na takich stacjach nic nie można było dostać, nawet mleka i jaj, a cóż dopiero mięsa i ryb. Cóż więc z tego, żeśmy mieli pieniądze z wypłacanego co trzy dni strawnego?! Pożywienie stawało się coraz gorsze, coraz częściej na obiad dostawaliśmy kartoflankę, skąpo okraszoną słoniną. Zaczęto zmniejszać porcje cukru, chleba oraz sucharów. W dodatku do gospodarczej naszej organizacji wkradła się pewna demoralizacja. Co taić: wśród starszych katorżan okazało się kilku nałogowych pijaków, rzecz bardzo rozpowszechniona wśród ówczesnej inteligencji rosyjskiej, która wzorem pisarza Pomiałowskiego dowodziła, że „uczciwi ludzie w carskiej Rosji, aby żyć, muszą pić, że chwile upojenia są jedynem wytchnieniem dla dusz „znękanych wstrętem do niewoli i codziennego bagna“. Przytaczano cały szereg pierwszorzędnych pisarzy, jak: Reszetnikow, Gleb Uspienskij, N. K. Michajłowski, Gogol, Pisiemski i inni, których już nie pamiętam, a którzy byli „gorkimi pijanicami“ przez „ból sumienia“. Wobec takiego poglądu na pijaństwo ogółu, czy można było się dziwić, że tych kilku nieszczęśliwych, już zatrutych alkoho-