Strona:Wacław Sieroszewski - Ciupasem na Syberję.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dzień cały, gdyż tam było najprzyjemniej, można było oddychać czystem powietrzem, lubować się widokami pięknych brzegów wielowodnej Wołgi, to wyniosłych, złotych od rżysk, to kędzierzawych od rdzewiejących już lasów, to zielonych, płaskich i rozległych jak step. Wielu wygnańców, którzy byli po większej części mieszczuchami, oglądało te cuda po raz pierwszy i żyło w nieustannym zachwycie. Już od wczesnego ranka liczni miłośnicy czatowali na słońce wschodzące nad srebrnemi, zamglonemi wodami potężnej rzeki, oczu nie spuszczali ze zmiennej gry barw, odbijanych potokami południowego blasku na modrej, łuszczącej się fali lub przylgnąwszy twarzami do zimnych krat, stali, pijacko zapatrzeni w przepych zorzy wieczornej, gasnącej wśród skłębionych, malowanych chmur i ciemniejącego widnokręgu. Z takimi często nie można się było dogadać, nie odpowiadali na pytania. Ale pobyt na pokładzie miał urok i dla innych względów: było tu dużo kącików zacisznych za stosami skrzynek i worków z naszą prowizją, bardzo dogodnych dla poufnych przyjacielskich zwierzeń. Były one tem bardziej ponętne, że na barce razem z politycznymi mężczyznami wieziono i wygnanki kobiety. Miały odzielny pokoik, lecz korzystały ze wspólnego spaceru na pokładzie. Wśród nich, o ile pamiętam, była żona doktora ukrainofila Sawenki z Kijowa, była pani Mirolubowa,