Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


TELEFONISTA

Sam nie wiem, co to jest?!... Powarjowali!... Halo, halo!... Sztab... Centrala... Halo!?...

(Lasota przystępuje jeszcze bliżej do Razina, w milczeniu wznosi palec do góry prawie groźnie i chwyta komisarza za rękaw),
RAZIN
(wyrywa rękaw i cofa się)

Kiedy teraz to już ja nic w tej sprawie nie mogę... Proście towarzysza Sarnowskiego, on tu teraz wszystko!

(Lasota, opierając się na Marcinka, stoi chwilkę, poczem obraca się i idzie ku drzwiom na prawo)
(TELEFONISTA krzyczy)

Towarzyszu Razin jest połączenie... Bierzcie... Spieszcie się... Zaraz... zaraz!... Halo!... (woła do telefonu) Mówi telefon Róża... Te-le-fon Róża!... Głośniej!... Tfu, czorty. Po jakiemu mówicie? Żarty sobie stroicie!... Ja tu już godzinę wołam... Co?... kto?...

(na twarzy jego maluje się przerażenie, odrywa słuchawkę od ucha i mówi ciężko dysząc do Razina, który wyciąga rękę po słuchawkę — Lasota z Marcinkiem zatrzymują się przy drzwiach)

Nie, nie, n-i-e... nie... bierzcie, towarzyszu Razin... tam... tam... Po-la cy!

(Na twarzach Lasoty i Marcinka maluje się radość)
RAZIN

Co?...

(porywa słuchawkę i przykłada do ucha)
TELEFONISTA
(biegnie ku schodom, potem rzuca się ku drzwiom na prawo i krzyczy przeraźliwie)

Bracia... zginęliśmy!... To-wa-rzysze mili!... Po-la-cy w telefonie!...