Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski I.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   237   —

celarji! — odpowiedział znacząco sekretarz i spojrzał na Nilowa.
Ten skłonił głową i ciężko uniósł się z siedzenia.
Czułosznikow podbiegł ku niemu z fałszywie uprzejmym uśmiechem:
— Już Wasza Wysoka Szlachetność mój dom ubogi opuszcza, a może jeszcze raczy przed wyjściem gardło swe zwilżyć... Mam butelkę ratafji na tę okazję!...
Niłow kiwnął głową w milczeniu; pili, trącali się i Beniowskiego pić prosili, ale w piciu kupców już nie było wesela. Jedynie Koleskow wychylał kielich za kielichem, napełniając je sobie sam nie proszony, aż beknął wkońcu płaczliwie na cały głos:

Przepadajcie moje wozy.
Wszystkie cztery koła wraz!...
Buksztal... Puros... Fligeloo!...
Ignis, finis... lapis... czynis!...

— A i podły ty człowiek jesteś, Beniowski!... Zgubiłeś mię docna!... Czarownik ty jesteś, charakternik!... Uśmiechałeś się wciąż i stukałeś butem w ziemię!... Niesprawiedliwie grasz!... Gdybym wiedział, nie zgodziłbym się nigdy!... Kto wie, kto ty jesteś? Mnie tu wszyscy znają... ale ty skądeś się wziął?... Ha!... — wstał nagle i podszedł do Beniowskiego niepewnym krokiem, schwycił go jednak wpół ciała Czułosznikow i odprowadził na stronę. Kazarinow, który prze-