Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski I.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   229   —

na skrzypcach Bielski, a pomagali mu usilnie: wojskowy gobojnik, flecista i brzękacz, walący z niemałą umiejętnością w tęgie tace mosiężne. Gurkot i hałas był tak wielki, że głosy ludzkie łacno stłumił i zwrócił serca wszystkich ku tańcom.
Uprzątnięto środek komnaty, mężczyźni zebrali się w kupę przy wejściu, a płeć biała siadła rzędkiem na ławie pod ścianą przeciwległą; starosta taneczny kazał kawalerom brać damy do kadryla. Przystąpił więc kapitan Czurin do pani Niłowowej, a Stiepanow sunął śmiało do Nastazji, ale już go uprzedził Sudiejkin; wziął więc wygnaniec córkę Czułosznikowa i tak zgrabnie nią obracał, że wzbudził powszechny podziw. Nawet Nastazja przyglądała im się ciekawie, lecz trwało to krótko, gdyż wałęsający się wśród tańczących Grześ coś jej szepnął, co ją bardzo zaniepokoiło. Zaledwie ustała muzyka, opuściła tańczących i z bratem razem przecisnęła się ku drzwiom sąsiedniego pokoju, pełnego spiętrzonej aż po powałę ciżby.
Ludzie stali na ławach i patrzyli na środek, przez głowy innych tam, gdzie siedziała półkolem na zydlach starszyzna, a przed nią, na niewysokim stole zmagał się w szachy Beniowski z Koleskowym; obok leżały kupy czerwońców, srebrnych rubli i tynfów i stały czarki z gorzałką, której zresztą nikt nie pił.
Koleskow był czerwony, tarł często czuprynę dłonią i, czekając na posunięcie przeciwnika,