Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A tymczasem tłum głodomorów, usłyszawszy o rozdawnictwie Króla, wciąż wzrastał. Całe rzesze wlokły się za orszakiem, kłócąc, nawet bijąc się z pachołkami, którzy bronili im dostępu do monarchy. Zdarzyło się nawet, że gdy wór z sucharami oberwał się z konia i potoczył na drogę, głodni porwali go i rozdrapali w jednej chwili, a następnie rzucili się na inne. Odpędzających ich koniuchów pościągali z siodeł, tak że ci we własnej obronie musieli obnażyć oręż.
Uczynił się tumult, wrzask, powstały jęki i wyrzekania. Doleciał pogłos do Króla, zatrzymał się i wysłał dworzanina na zwiady:
— Czerń głodna rabuje Twój dobytek, Panie!
— Dosyć!... Niech ich nie biją!... Skocz zaraz i powiedz, że zakazuję bić!...
— Nawet Twego majątku, Panie, nie starczy, aby nakarmić wszystkich nędzarzy królestwa!... — szepnął smutno Bączuś.
— Tak, tak!... My to inaczej zrobimy! — Wydam prawa, statuty... Każdy ma mieć zapewniony za swoją pracę kęs chleba i każdy będzie miał pracę... — mówił nawpół do siebie Król.
— Och, Miłościwy Królu, wieki powstawała nędza i wieki odmieniać ją będą!...
— Ale trzeba zrobić kiedyś początek!... Zato potym będzie dobrze!
— Byleś tylko zdołał to zrobić, Błogosławiony!... — dodał Bączuś tak cichutko, że Król nie dosłyszał.
— Coś powiedział?
— Że w tych czasach najlepiej być wesołkiem — taki w skarbcu ma jeno żarty!...
Król uśmiechnął się i raźniej trochę spojrzał na szarzejący w oddali gród, ku któremu prowadził gościniec.
— Eh!... Jakoś się zrobi!
Kasztelan grodowy ze świtą orężną czekał na Króla przed wrotami zamku. Król i orszak mimowoli odetchnęli z ulgą, gdy zadudnił pod kopytami koni most zwodzony i odepchnięta od warowni ciżba zgłodniałych znikła, rozproszywszy się po zaułkach przedmieści.