Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


giermków i żołnierzy, a dalej złociły się w słońcu marmurowe schody i żółtym piaskiem usypana aleja, po której pachołkowie i pajucy przeprowadzali śliczne wierzchowce rycerskie w rzędach i siodłach, łyskających drogim okuciem.
Zagrały trąby heroldów.
Wszedł Król w koronie, w purpurowym płaszczu, podbitym gronostajami. Czterech paziów niosło jego ogon. A przed Królem Wielki Skarbnik Koronny dźwigał na poduszkach złote jabłko i berło. Czterech zakutych w miedź rycerzy stanęło na stopniach tronu z dobytemi mieczami, a u nóg Króla na małym rzeźbionym zydelku siadł wesołek Bączuś w czerwonym opiętym kubraku, w czerwonym kołpaku, obszytym złotemi dzwonkami.
— Słucham Was, Rado Moja Przyboczna, i Was, zebrane tu na mój rozkaz rycerstwo!... Czego żądacie? Mówcie!
— A nie ugryźcie się w język! — szepnął Bączuś.
— Słuchajcie, słuchajcie!... — wrzasnęli heroldowie.
Wojewoda Skowroń stał spokojnie, czekając, aż się szmery uciszą.
— Miłościwy Królu i Panie Nasz! Przyszliśmy tu, wezwani Twojemi rozkazy. Przybiegliśmy ze wszystkich stron na znak Twój, gotowi nieść i życie i mienie nasze w ofierze. Otoczyliśmy pałac Twój szeroką miedzianą wstęgą... Nie przebije jej żaden wróg, nie przeleci nad nią żaden ptak bez Twego zezwolenia... I wciąż jeszcze ciągną i ciągną poczty z dalekich krańców Twego rozległego Państwa. Już przybyli Opolanie, niezrównani łucznicy, co na sto kroków niedźwiedzia w oko trafiają. Przypędzili wyborowi jeźdźcy Jargowie na koniach chybkich jak jaskółki. Pilnują ogni niezliczone szeregi Płomieńczyków, niepokonanych w boju na dzidy i miecze... Na co czekasz, Panie? Dla czego nie wydajesz rozkazu! Dla czego nie skierujesz zebranej potęgi na upatrzonego przez mądrość Twą wroga ojczyzny?!... W bezczynności słabnie duch wojska... Nikną zapasy skarbu, zjadane napróżno... Maleją zasoby narodu Twego... Osypują się zboża na niezżętych niwach, marnieją porzucone bez pieczy stada, psują się niepoprawione drogi,