Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Król rozśmiał się boleśnie.
— Nauka prawdziwa, nauka niebieska, a nie ta szalbiercza ziemska, zna jedynie to, co jest w księgach starodawnych... co pisali słynny Argorantus albo Pokus Przemądry... boć oni wszystko przewidzieli... — zaczął Dydko napuszenie.
— Tylko prędzej, bo nie mam czasu.
— To się nie da tak w krótkości opowiedzieć, Najjaśniejszy Panie!... — pisnął nagle zmienionym głosem astrolog. — Już mówiłem, że tu się krzyżują tysiące wpływów... Jedne drugie znoszą, wzmacniają, albo zmieniają do gruntu... Czasem złe gwiazdy pomyślny dają skutek, a dobre szkodzą... to zależy...
Król wstał z zydla.
— W każdym razie, Najjaśniejszy Panie, będzie to, co mówią gwiazdy...
Król machnął niecierpliwie ręką, ale ponieważ nie chciał w obecnym swym nieszczęściu zadzierać jeszcze z gwiazdami, więc nic nie powiedział i w milczeniu skierował się ku wyjściu. Zabiegł mu Dydko drogę przypochlebnie, otworzył drzwi i skłonił się tak nizko, jak tylko pozwalał na to jego okrągły brzuszek.
W sali przyjęć zgodnie z wydanym rozkazem czekano już na Monarchę. Na przedzie stał Naczelny Wojewoda Skowroń w szacie szafirowej jak nocne niebo, przetykanej złotem. Wspaniała siwa broda spadała mu do pasa, a błękitne oczy patrzały spokojnie i cierpliwie na puste krzesło tronowe. Obok niego po jednej stronie stał cały w ciemną zbroję zakuty Rycerz Czarny, po drugiej rycerz Płomienny w miedzianej, połyskującej jak ogień kolczudze. Dalej półkolem ustawili się dostojnicy i dworzanie, niby pas tęczy, gęsto przesypany rosą pereł, djamentów, drogich kamieni. A jeszcze dalej poza niemi stanęło zwarte jak mur przedniejsze rycerstwo w ciemnym bojowym rynsztunku.
Drobne szkiełka z wysokich witraży rzucały na wszystkich kwieciste plamy.
Przez otwarte podwoje widać było w głębi przedsionek, pełen