Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


białą na głowie chustkę i wymknęła się za drzwi. Po chwili wróciła ze zwitkiem skór bydlęcych, rozesłała je w kącie na szerokiej pryczy i wyszła, powiedziawszy uprzejmie:
— Legnijcie!... My tu mamy na dworzu robotę, to się do wieczora spokojnie prześpicie!
— Jak będziemy spać, to nie będą nas o nic pytać, a tymczasem może Bączuś przybędzie! — szepnęła bratu królewna, gdy zostali sami.
Obudzono ich na odwieczerzu. Była noc, gwiazdy, płonące na dalekim niebie, zaglądały przez otwarte drzwi do wnętrza chatki, rozświetlonej czerwonym blaskiem ognia. Na stole dymiły się już misy ze strawą i koło nich uwijała się wesoła Hania z łyżkami. Jednocześnie spoglądała ciekawie na przybyszów, którzy podnosili się ociężale z pościeli i poprawiali na sobie dziwną, zamorską odzież.
— To nie płótno? — spytała, biorąc do ręki róg szaty królewny, gdy ta usiadła koło niej wieczerzać.
— Nie, to... jedwab!
— Tak, tak! słyszałem! — zakiwał głową stary rybak. — Brat starej przysyła jej czasem coś takiego. Ale to nam nic po tym! Nie nadaje się w stanie rybackim, nie nadaje — za słabe! Więc chowamy to w komorze dla uciechy tej oto sroki! Przynieś, Hanka, pochwal się!
Uradowana dziewczyna żywo skoczyła na dwór i wróciła stamtąd, niosąc strój czerwony, suto haftowany. Ale wdziać go wzdragała się, choć stary nalegał.
— Włóż, czego się wstydzisz!? Bo to widzicie: mój pokrewnik, a wuj rodzony tej oto małej, został u Króla na dworze wielkim panem...
Drgnęła królewna i spojrzała na starą rybaczkę, czerpiącą niezmiernie poważnie łyżką zupę z misy. Istotnie w wyschłych jej rysach dostrzegła coś znajomego, ale co takiego — przypomnieć sobie nie mogła.
— A jak się zwie wasz pokrewnik? — spytała, wstrzymując drżenie ust.
— Zwie się Zawała... Maciej Zawała.
— Zawała? Nie słyszałam o takim!