Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdzie pyl śniegowy sypać się będzie przez szczeliny na twarz jej i promienne oczy... Poczuł ból w piersiach, jak gdyby ktoś poruszył nóż ostry, w serce wbity.
— Pieniędzy nie mam. Chcecie, kwit dam...
— Co nam po kwicie! — Myślisz może, drogo żądam? Doprawdy tanio, prawie darmo. Samych tyleż kosztować będzie. Ile odzieży przytem porwać trzeba, pokarmu zjeść... więcej wydasz, niż dostaniesz... Zresztą przez poszanowanie dla smutku twego... ustąpimy rubla.
— Powiedziałem, że mam tylko dwadzieścia.
— Więc sprzedaj rzeczy — odezwał się ktoś z obecnych.
— Zgoda! — kupcie więc zegarek...
Wyciągnął ku nim drżącą rękę z zegarkiem Julii na dłoni. Jakuci obstąpili go z ciekawością; najszanowniejszy przyłożył złote cacko do swych sterczących ciemnych uszów.
— Mówi... — szepnął z uśmiechem.
— Mówi?... — pytali inni i każdy chciał usłyszeć, co mówi, ale nikt nie myślał kupować.
— Chyba w mieście sprzedasz... miejskim Jakutom. Nam zaś potrzebna odzież, perkal, futra... Pierścionek złoty jeszcze kupić możemy...
Obrączki sprzedać nie chciał, ałe otworzył im kufer. Otoczyli go tłumnie, zaczęli chwytać i pokazywać sobie różne rzeczy.
— Widzicie, suknia jedwabna. Co chcecie, cudzo-