Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaznać rozkoszy!... Wyście czyści, wy nosicie zaklęte w piersiach wielkie ideały, a jam upadła, lalka samolubna, chciwa...
— Pani szambelanowo!
— Chcesz być tak litościwym, panie kawalerze, że gotów jesteś dla ukojenia mnie... skłamać! Nie trudź się daremnie, nie wysilaj! Powtórz mi, co ci powiedziano!... Trzeba, żebym usłyszała!
— Wszakże odgadłaś!
— To nie dosyć! Chcę słyszeć, muszę! Rzekłeś mu tak, jak prosiłam...
— Tak!
— A on?
— Odmówił!
— Więc nawet do progu tej komnaty?
— Nie!
— Może nie powiedziałeś mu wszystkiego, może zbyt raptownie, zbyt pośpiesznie, zbyt obcesowo wyjaśniłeś mu cel przybycia?
— Nie sądzę, uczyniłem, co mogłem, przekładałem...
— I w zamian kazano ci zanieść mi obelgi?
— Mylisz się pani, był spokojnym, wysłuchał mnie do końca, a w ostatku oświadczył mi, że się mylę, bo jego siostra... nie żyje!
Pani Walewska wyprostowała się dumnie.
— Dziękuję ci, panie kawalerze! Umarła bezwątpienia!
Ornano, na to niespodziewane zakończenie wyrzeczone stalowym, metalicznym głosem, zdumiał się, ledwie uszom własnym mógł wierzyć.
Szambelanowa tymczasem zebrała spokojnie fałdy swej powłóczystej sukni i wyciągnęła rękę ku kapitanowi.
— Podaj mi ramię, panie kawalerze!
Ornano spełnił życzenie z zimnym ukłonem. Pani Walewska skierowała się ku wyjściu, zapuściwszy uprzednio sta-