Strona:Wacław Gąsiorowski - Bem.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Bem stropił się nieco półuśmiechem, który jął błąkać się na wąskich, zaciętych ustach sędziego.
— Idzie mi tylko o uspokojenie kapitanowej...
— Otóż doskonale. Imć pan Krupski pułkownika doprowadzi. Dla mnie, dla całej komisji stąd zadowolenie, że się przekonasz, iż nie jest tak źle, nie jest tak źle! Tylko mały warunek. Racz pułkownik podpisać te kilka wyrazów, jako domagałeś się widzenia z więźniami...
— Z kapitanową.
— No tak! I zechciej oddać mi swoją szpadę.
— Szpadę waćpanu?...
— Z bronią między więźniów nie można.
— Ale sędzia zapominasz!...
— Pamiętam jeno, pułkowniku, jeno pamiętam o rozkazach. W łańcuchach ich trzymamy przecież. A tu i owdzie pasja jątrzy. Ostrożność konieczna. Nużby się przytrafiło, że wyrwanoby pułkownikowi broń. Pułkownik nie dopuściłby — niezawodnie — ale też przepis nie dla pułkownika wydany, skoro jednak pułkownik się zgłaszasz, obowiązuje. Hm, lecz można suplikować do trybunału...
Bem, którego paliła chęć zobaczenia się coprędzej z panią Marchocką, nie spierał się dłużej i szpadę złożył na biurku sędziego.
Łanowski zakrzątnął się wnet. Nakreślił kilka słów do komendanta, wyprawił przez woźnego, zaczem, gdy odpowiedź przyszła, zawołał na jednego z kancelistów, szepnął doń kilka wyrazów i skłonił się uprzejmie Bemowi.
— Właśnie imć pan Krupski! Racz pułkownik za nim się udać.
Bem ruszył za kancelistą przez podwórce, do tylnego pawilonu i tu, kurytarzami, poprzez gęsto rozstawione straże, dotarł do wielkiej sali zamkowej.
Kancelista zaprosił uprzejmie Bema do przestąpienia progu. Pułkownik spojrzał w głąb i zawahał się.
W sali zamkowej odprawiała się widocznie jakaś recepcja. Gromadki dam i panów, podzielonych na kółka i kółeczka, obsiadły kanapki pod ścianami i stoły. Przez otwarte na taras drzwi widać było inne gromadki, zaży-