Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widzisz grabarzu, że z mojej tyrady
Czysty zdrój płynie serdecznemi słowy,
I że, siadając do śmierci biesiady,
Jeszczem spokojny, rozumny i zdrowy...
Lecz jeśli prawda, że bywają gady,
Co rozdeptane wnet podnoszą głowy,
To jestem z dumnych tych, co wnet konają,
Bo rozdeptane nigdy już nie wstają...