Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„I jeszcze dotąd nie jest odkupiona
Ta romantyczna wina duszy lackiej!
Dwa typy rosną u ojczyzny łona:
Magnat Radziwiłł i liryk Słowacki!
Albo hulanka bezbrzeżna, szalona,
Albo nerwowy smutek desperacki —
Pełno fantazji, szumu, czarnoksięstwa!
Mało rozumu, miłości i męstwa!“

„A wy palacze ogni festynowych!
Koryfeusze wrzawy, zgiełku, ścisku!
Dla barw jaskrawych, charakterów płowych
Trzeba koniecznie sztucznych świateł błysku!
Lecz precz z winietą uczuć świętych, zdrowych,
W robotach kłamstwa i w fabrykach zysku!
Zdrady szukacie z sercem, złem, nieszczérem?
„Porfir“ jest zdradą — bo nie jest porfirem!“