Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

„I tak ze zbroi ojców swych odarty,
Rycerz za karę stoi wciąż w łachmanach
U trzech pałaców obcych na kształt warty,
I wolno grzebać mu jedynie w ranach,
Co nosi w piersi, jako ślad niestarty
Po bratobójczych wojen krwawych tanach —
I tak ten rycerz wielkiej niegdyś buty,
Sto lat już dźwiga ciężki krzyż pokuty!“

„Ale już nieraz zrywał się bez broni,
By z troistego zmartwychwstanąć krzyża;
Całemu światu skarga jego dzwoni,
A świat szyderczo zęby mu wyszczerza,
Za każdym hufcem oko jego goni
I wszystkim bogom serce się rozszerza,
I gotów nawet wejść w przymierze djable —
Byle mu dano ojców jego szablę!“

„Lecz czy zrozumiesz ty, rycerzu blady,
Jak nosić szablę z grobu wyłamaną?
Jeśli pożądasz szabli dla parady,
To niechaj będzie jeszcze zagrzebaną!
Jeśli pożądasz jej dla dawnej zwady,
To niech przepadnie szabli polskiej miano!
Albowiem nie śmiesz do nowego domu
Wnosić upiora anarchji i sromu!“