Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IV.

Któż mi dał spokój cichy i słoneczny,
Co się wciąż psalmem dziękczynienia tkliwi,
Co zapatrzony w niebios namiot mleczny
Pokarmem szczęścia swojego się żywi
I tylko żąda, aby był on wieczny,
I aby wszyscy byli tak szczęśliwi! —
Dało mi życie, co wzięło sierotę,
Aby mu złożyć całowanie złote.

Więc mnie w sieroctwie i mizerji zoczył
Mąż miłosierdzia, jak apostoł prawy —
Bezimiennemu przyszłość rozobłoczył,
Kazał do pracy iść i cichej sławy;
Taką sierotę opieką otoczył,
Że chleb ten ciała i ducha łaskawy
Nigdy nie gorzkniał w ustach łzą zroszony —
Bo mi go dawał prorok namaszczony!