Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XL.

Trzecią już dobę piszę blady, drzący...
A mam mieszkanie naprzeciw Janiny,
Bo namiętności demon wciąż płonący
Kazał mi śledzić wszystkie jej godziny...
W weneckiem oknie siedzi mróz trzaskący
A w prochu leżą smutne rzeźb ruiny —
Niedokończone patrzą na mnie torsa
A mróz tka linje niewieściego gorsa...

A gdy na szybach kształt kobiecy ściele
Krwi rozigranej paląca malarja,
Tam naprzeciwko huczne brzmi wesele,
I wśród wiwatów gra mazurów arja —
Bowiem przysięgli dziś na ewanielję
Pan młody Hugo, panna młoda Marja,
I zda się widzę z okna rój skrzydlaty...
Zrzućcie mi z wieńców i z bukietów kwiaty!