Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miecza idzie protestować przeciw hańbie swojej – przekrada się zimą do lasów, gdzie jak dzikie zwierze walczy z zwierzęcą siłą Moskwy, pastwą zimowych wieczorów i wszelakiéj nędzy! . . . i poczyna się noc 22 i 23 Stycznia – i poczyna się inauguracya walki duchem, olbrzymiéj jak świat – jak Bóg! co jéj dał ramię swoje, że cudem, ona sama dwa lata szamotała się z olbrzymnem, który jej niepokonał – a dziś tylko rodzaj walki zmieniła. – Tak co miało wybuchnać, wspomógł Bóg przyspieszoną proskrypcya Wielopolskiego – i (o ironio!) intrygami Bismarka, który z sprawy naszéj Europejską zrobił, prędzéj niż ona siebie zdołała! I poczyna się walka – zachód patrzy z uwielbieniem którego już niezdolny utaić, na tę krew lejącą się, tysięcy, nie walczących, ale mordowanych, którzy jak Kurcyusze padają z wiarą, miłością, rozpaczą, nadzieją. – Każdy z inném uczuciem, ale rzucający się, byle zapełnić, swym ciałem tę przepaść, jaka nas dzieli od niepodległości Ojczyzny! . . . Moskwa przez rok cały wśród bezbrzeżnych okrucieństw, woła: Stłumione! a powstanie z pod nóg jej wyrasta i woła: Kłamiesz! oto jestem! I padają pierwsi ludzie, pierwsze serca, pierwsze zdolności szpik narodu!
Gdzie indziéj naród walczy wszystkimi klassami, biorąc podatek krwi w armii swojej – tutaj, lud niemo milczy i patrzy, biała szlachta (prócz kilku bohaterskich wyjątków) łączy się dopiero późniéj z ruchem, uzyskawszy od swoich powag i Nestorów zezwolenie służenia krajowi, ima się roboty i służy poczciwie i dzielnie, ale przez ten cały szereg klęsk i niepowodzeń pierwszych powstanie stoi głównie intelligencyą, i trzyma się! . . . a z klęsk urasta nowa wiara w Boga na niebie, a siebie, (to jest siły własne) na ziemi! . . . I czy jest co rzewniejszego, co większego, jak te odezwy Langiewicza do obdartych i zgłodniałych żołnierzy w zaspach śniegu, którzy wywalczyli początek nowego tryumfu sprawy naszéj! . . . Później kiedy Langiewicz bohater czysty jak łza, ale niebiegły w zakonie faryzeuszów, i żołnierz tylko, pada pastwą piekiel-