Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O! bądź miłościw! Ducha pod swe stopy ścielę,
Cóż mnie chwała, gdy oni upadną w złem dziele!
Ojcze mój! Za te męki daj twojej orlicy
Raz jeszcze zniszczyć ciemność piorunem gromnicy!
I rzuciła się jednym błyskawicy lotem
Między ziemią a niebios ognistym namiotem,
Tam gdzie krzyż stał z szalami na końcach swych ramion,
Ważących się już chwilą ostatnią swych znamion,
I w czarę zasług dziko rzuciła się cała,
Ku Bogu prężąc ręce, miłością szalała –
A czara przeważyła! . . .
I w dół poleciała! . .
A wtedy krzyk milionów wzniósł się w burzy głosy,
Że zatrzęsły się w swoich posadach niebiosy,
Radością się zatrzęsły wielką milionową,
I jak dzwon gromów krzyk ten wzniósł się jasną głową
I Bóg piersi swej wrota na oścież ludzkości
Otwarł, by ją jak dziecię na wieczność w miłości
Przytulić, i aniołów arfy z ludzkim śpiewem
Jednej burzy radości powiały powiewem! . . .
Tęcza ich otoczyła w pocałunek bratni,
I wszyscy byli jaśni, nikt nie był ostatni! . . .
Miłość, dobro i piękność w prawdy majestacie,
Zlała z Bogiem sławione na wieczność postacie! . . .

W tem zbudziły mnie strzały –
ogniska już zgasły,
Świtało, dzień się krwawił, obóz zawrzał hasły,
Wiara się szykowała: ci siodłali konie,
Ci nabijali, tamci celowali bronie,
Huk strzałów dolatywać począł z głębi borów,
A głos trąbki rozlegał się jak świst upiorów,
Sztandar z Boga-rodzicą powiewał rozpięty
I szatana tratował na nim Michał święty,
A na widok sztandara łzy w źrenicach drżały
I naprzód –
Dzikim głosem zawrzał obóz cały,
Wszędzie wrzawa i pospiech w głos alarmu goni