Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co bywa przy pogoni! . . .
I na smętnej lice
Rzucił piorunujący promień bóstwa chwaty,
Że ziemia – niebo – piekłu, wszystkie światy drżały!
A w środku po nad duchów zgromadzone ludy.
Co czekały na wyniki szły po swe trudy,
Stał krzyż olbrzym, ramiona odmorza do morza
Miał szerokie – od niego promieniała zorza,
A on ramion olbrzymich dwojga połowami
Jednych się błogosławić –
drugich zdał przeklinać,
W on dzień, kiedy się wieczność miała rozpoczynać
I złamać grom ostatni nad ludzi głowami;
I pierś ludzkości niema była w ciche dreszcze,
Jakby ją dłoń żelazna cisnęła w swe kleszcze,
I tam światy pogańskie i Chrystusa światy
Stały w ład chaotyczny w wiekowej gromadzie,
Obleczone w swych czynów narodowe szaty,
Harmonią życia strojne ku ducha biesiadzie . . .
Jak wielkie morze, potop tej dziejowej chwili,
Mozajką głów lśnił we mgłach, tych, co się zbudzili,
Sklepienie niebios skrzydła ukryły aniołów,
Postacie męczenników, świętych i pokornych –
W dole szatanów tłum i tyranów potwornych –
I była wielka cisza – królowa żywiołów!
Cała ludzkość wstrzymując dech swej piersi bratni,
Czekała na swój wyrok – ostatni –
Ostatni! . . .
I jął Bóg Ojciec w dłonie miecz piorunujący
I rozciął nim glob ziemi – na dwie równe części,
Nawlókł je na łańcuchy ludzkości cierpiącej,
Potem wstał i w przestworzach wzniósł je we dwie pięści
I zawiesił na końcach dwojga ramion krzyża
Olbrzymiego, jak szale dwie sprawiedliwości,
Że ramiona się wagą stały w sfer cichości,
I poczęły się ważyć!
ta i ta się zniża . . .