Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A u góry postacie zatrzęsły się świętych
I zkądsić ryk szatanów odwrzasnął przeklętych – –!
Amen!!! O arfy miecze krzyknęły hetmańskie
I zleciały z liliami w dół anioły Pańskie.
Ci sami, którzy żęli na liliowem błoniu,
Ci, co u strzechy Piasta bywali w ustroniu,
Po lilii rozdawały poległym rycerzom,
A orzeł wzniósł się w górę i niebios przymierzom
Krzyk wznosząc, rozkrzyżował skrzydła jasnopióre,
Nad nim stała się tęcza – On się wznosił w górę
I skrzydły błogosławił poległych drużynę,
Stała się cisza wielka, w tę wielką godzinę,
Polskę, jak jedną – Boga, widziałem rodzinę! . . .
I padli na kolana jako fala morza –
Krzyk: Duch święty! . . . się rozszedł – jak światłości zorza,
I na środku kościoła wisząca zasłona,
Rozdarła się jak dzieje świata! i głos dzwona
Męczeństw grzmotem piorunów ozwał się z chmur łona!...
I schodziła na ziemię Polska w tym orszaku,
I skrzydła brylantowe ussarskiego znaku,
Miała — a nad nią w gloryi wieczystych pochodów
Gwiazdą świata słonecznił „Paraklet” narodów!
A pogoń się zerwała i pędem piorunu
Wyleciała z świątyni na pola piołunu . . .
I orzeł się podnosił, a wśród wichru duchów
Dotknął sklepień i nagle wielki brzęk łańcuchów
Rozległ się, jakby spadły ze wszystkich już ludów
Strzaskane o miedziany łeb hydry na wieki! . . .
A orzeł miał błyskawic piorunne powieki –
W tem z grzmotem się pod ziemię zapadł kościół cały,
Tylko ksieżyc z nad gruzów wstał – jak hostia biały,
Kilka zwalonych kolumn i duch mój nad niemi,
Jako źródło, co żyje wśród samych kamieni . . .
I świat juą był kościołem – a gwiazdy sklepieniem,
Piorun dzwonem – kapłanem Bóg! Nad wieków cieniem! . . .
Lecz zbudził mnie krzyk dziki –
Ogniska już gasły,