Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zasług pełen, ochrzczony krwawym chrztem w zaraniu,
I przy tym katafalku, poległych postacie
Stały żywe i jasne swą nieśmiertelnością,
W półkole, jako wieńcem w zórz świetlanéj szacie,
Z licem napiętnowanem ofiary świeżością: . . .
I stał tam przy Narbucie Bończa i Frankowski
I przy Bogdanowiczu Lelewel, Czachowski,
I Cieszkowski ze Szlaskim, z Mielęckim Padlewski,
Horodyski i Nullo i zacny Bolewski.
Duchowieństwo, i Polki poległe wśród bitwy,
Dalej „Nieznani”, legli wśród Polski i Litwy,
O! iluż ich tam było – kiedyś Bóg wymieni! . . .
Ich zaszczytem, że padli, wielcy, bezimienni!
Stali i cudzoziemcy od swoich narodów
Szlachetniejsi, co padli w krucyacie ludzkości,
Co nie Polski, lecz świata całego wolności,
I postępu lwa ludów, jest matką porodów! . . .
I wśród tłumu stał jeden z arfą na ramieniu,
Co jéj odbiegł dla miecza, wierny jéj natchnieniu,
Ach! patrzcie to nasz Mieczek! Mieczek Romanowski,
A za rękę go trzymał Tadzio Rozwadowski! . . .
Władysław Jabłonowski i Juliusz Tarnowski,
A dalej Miechowici! . . . te smętne orlęta.
Te sieroty usarskich skrzydeł! . . . męczennicy! . . .
Których krew popłynęła najpierwsza! i święta!
Dalej Żuawi Grochowisk – te dzieci orlicy . . .
Stał Tomkowicz, a przy nim obok Giebułtowski,
Moszyński i Straszewski, dalej Wędrychowski
I tylu – bezimiennych! których tylko znają
Łzy matek i żarłoczne ptactwo dziką zgrają!
Wieńcem tak otaczali katafalk wysoki,
Co gorzał w ogniach świateł – z gromnic łzawooki,
Przy ołtarzu celebrę ksiądz Iszora trzymał,
Do której mu z Konarskim służył Benvennuto,
A Maćkiewicz kropidło żywą [1] ręką imał
Jak buławę – i maczał, z chrobrej pieśni nutą
W kropielnicy, co pełną była Polek łzami,

  1. Niestety zginał wkrótce potém!