Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdzie lud oświecon, u proga
Świątyni dziejów — jako rodzina
Poczuje — czém jarzmo wroga!
O dzień do wielki będzie! dzień chwały!
Wielki — jak sądu ostatni —
Jako cud Boga jasny — wspaniały
Jednością społeczną bratni!..
A wtedy waszych prawnucząt wianki
Na waszéj klękną mogile,
I rzucą wianki wam z macierzanki
I długie przemyślą chwile —
I będą harde, że w dniu ciemnoty
Ich dziadek — widział wśród ludu,
Choć nie znał pisma, z serdecznéj cnoty
Przeczuł dzień jasny — dzień cudu!
O kiedyś na tym cichym smętarza
Wiejskim — nad starym o! stawem,
Kędy się słońce jak na ołtarzu,
Kielich krwi schyla snem łzawym,
Kędy dąb szumi, dąb nasz prastary
I bujne szumią o! zioła,
I stare grusze jako sztandary
Stargane od kul do koła ...
Tam ponad cichą waszą mogiłą
We łzach się rzucą wnuczęta,
I wielką kochać będą was siłą
I wołać — „o Polsko święta!...“
A przelatując anioł nad niemi,
Pobłogosławi orlęta
I pieśnią myśl ich wzniesie od ziemi
Wołając! „O Polsko święta!...“



Szwajcarom!

Wam, co tułacze matki orlęta
Tulicie bratnio jedynie,