Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z wyciągniętymi rękoma lecące
A w ich pajęczych objęciach więdnące! . . .
Więc za to w oczy Wam rzucam przekleństwo,
Które wam kiedyś ciśnie – człowieczeństwo! –
My ich nie znajmy! ale strasznie błądzi,
Kto błądzi sercem! bo duchem pomiata!
Gdzie szatan świadczy – tam Bóg niechaj sądzi –
Ja wolę małe dziecię, co zna mało,
Lecz coby dobrze swój katechizm znało
A kraj Kościuszków miłością kochało –
Wierząc i czując prawdy nieśmiertelne,
Których tu bramy nie schłoną piekielne! . .




Do włościanina.
SKŁADAJĄCEGO PIENIĄDZ NA BROŃ (1864.)

O mój Józefie, z twej szorstkiej ręki
Co pługiem wiedzie po roli,
Dziś otrzymałem dar ten maleńki
Grosz wdowi – grosz dobrej woli. . . .
O mój Józefie, dar ten tak mały
Jak ziarnko w skibę rzucone,
Przed Polską wzrośnie jak dąb wspaniały
Nad skarby blaskiem widome –
A wy wśród ludu, co ciemny, głuchy,
Przez wroga tu zbydlęcony,
Staliście w pośród ducha posuchy
Jak biedny rybak znużony –
Znajdzież, że z ludu Bóg apostoły
I z ludu wybrał rodzice,
Pobłogosławi wasze stodoły
I łaską spromieni lice!
A kiedyś błyśnie wieków godzina