Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Schodziły noce, bratnie, rozhoworu . . .
Wtedy się w zapas wziął, z boleścią dumną,
A z bólu jego kolano – przyklękło,
Jakby mu serce na twej trumnie pękło
Jakby się grobu twego stał kolumną! . . .
I padł o ziemię – i deski te głuche
Całował z głośnym płaczem, z dziecka łzami,
Kędyś ty ścieżkę wydeptał stopami
W górę unosząc – oko w żalu – suche! . . .
Ale się zerwał – i w sierocej chwili,
Pomniał, żeś ty tu umiał serce w procę
Mienić, kiedy się słowiczo rozkwili,
I niém ugodzić – w boleść! w dni sieroce . . .
Więc niém wyrzucił w gwiazdy! Aż do Ciebie!
Z nim krzyk swej duszy – pierwszy – i ostatni!
Jak łez modlitwa – tęcza! co na niebie
Uwieńcza piorun po burzy jéj bratni!
A potem list ten, wśród samotnej nocy,
Jak wieniec rzucił Ci o wschodzie słońca,
Aby noc bólu przysłoniła mocy,
A potem poszedł – aby iść – do końca!


∗             ∗

Odtąd upadły anioł w snach tyranów,
Od twego w burzy będzie ślepł imienia,
O boś ty orłem téj ziemi hurhanów,
Któréjś dał ciałem krew – a duchem pienia! [1]
<poem>





Bądźmy gotowi.

PIEŚŃ KOLEŻEŃSKA.

<poem>
We dnie i w nocy, sami czy w rodzinie
Bądźmy gotowi!

  1. Ten wiersz (na śmierć Mieczysława Romanowskiego) i kilka z ponizszych, wyszły z malemi waryantami, dawniéj, w pismie Lwowskiém: Dziennik literacki.