Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I jak gwiazdy spadają po gwiazdach plemiona,
Toż na kolanach nam dziś wymawiać imiona
Padlewkich i Mielęckich, Narbuttów, Frankowskich,
Lelewelów i Bończów, Śląskich i Cieszkowskich! . . .
To hufiec męczenników jak za dni Cezarów,
Tylko podlejszych wrogów ma, mongolskich carów –
Na których kiedyś wielkim Polska krzyknie grobie,
Że choć inni jéj dłużni – ona – sama sobie! . . .
Z takich dziś jak mąż jeden, naród szeregowiec,
O którym bajać będzie oracz i wędrowiec,
A którego śmiał podle spytać szatan dumy:
„Czy godzien być narodem !?”
Gdy w najkrwawsze kumy
Szedł za innych wolności i zdeptane sprawy,
Dziś samotny jak Messyasz wzniesion na krzyż krwawy,
Na którego mogile, gdy mu serce pęknie,
Sam Bóg chyba swem boskiem kolanem uklęknie
I kiedyś w trzaskach gromów – blaskach świtu siły,
Bóg – naród chyba z Polski powstanie mogiły . . .


∗             ∗

O wytrwania! pokory! ludów wielkich ludu!
A wolność świata wskrzesisz twego, cudem cudu! . . .

1863.



Król bolów.
(DLA RZEZBIARZA.)

We wiecznym zmierszchu jak całun [1] żałoby
Opadłym – siedział król botów na tronie,
W państwie straszliwém skamieniałéj Nioby
Milczał – w piorunów palącéj koronie –
Lecz w tych ciemnościach, niemych, wiekuistych
Tylko ten wieniec świecił z bolów czystych! . . .

  1. Przypis własny Wikiźródeł  W druku „całum”, ale to literówka”.