Strona:Władysław Stanisław Reymont - Z pamiętnika.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
— 204 —

aże mi we wątpiach piszczy i na duszy już mi całkiem ckno.
— Śledzie może są? — powiada Judasz, bo żółtek łasy był na rybki!
— Niema śledziów.
— Cóż ja wam biednym poradzę! — narzeka Pan Jezus.
— Żebyście zapłacili, to znalazłaby się gąska może...
— Zapłacimy rzetelnie — powiada Pan Jezus. — Moiściewy, a to dajcie tę gąskę, zobaczymy i stargujemy.
Karczmarka przyniosła z komory gęś.
Najpierwszy obejrzał Judasz, jako że on przedtem był handlarzem i człowiek był znający — ale tylko gąskę zważył w ręku, dmuchnął jej w piórka pod brzuch i powiada:
— Chuda!.. całkiem chuda, niby wiór. Mnie jednemuby starczyła, ale na trzech, na jeden ząb.
Św. Pietrz ino się drapał po głowie, bo jemu samemuby nie starczyło.
— Upieczcie ją pani — kazał Pan Jezus, a potem mówi do nich:
Pawda Pietrze, że na nas trzech zamało?
— Zamało Panie, żeby tak do niej z grzeczną miseczkę, abo i dwie kapusty, z bochenek chleba, toby na okrasę było dość, ale tak...
Pan Jezus pomyślał i rzekł:
— Zrobimy tak: teraz pójdziemy spać, to się