Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/435

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wesołą, motylkował przy damach, sypiąc im kwieciste dusery i napuszone komplimenty. Tak był ściągał uwagę urodą, dowcipem i swoją niepokalaną francuszczyzną, aż pani Ożarowska wzięła go pod swoją szczególną opiekę. Wypocił się biedak za wszystkie grzechy, lecz na stanowisku wytrwał, zyskując u niej niemałe awanse...
Ulitował się nad nim Woyna i, wyrwawszy z tej opresyi, odprowadził na stronę.
— Uwzięła się na ciebie ta stara wysiedziana kanapa.
— Obiecuje mnie protegować do hetmańskiego sztabu — zaśmiał się.
— Ta szarża zbyt drogo-by cię wyniosła. Baba całkiem zjełczała. Miłosnych praktyk ma jednak wielką eksperyencyę. Niejeden mógłby o tem powiedzieć...
— W sam raz-by jej przystać do jakiego regimentu na markietankę.
— Wieczorami grywają u Ankwicza. Chcesz wziąć się za bary z fortuną?
— Zali mi starczy amunicyi do takiej walki! A przytem wysokie to progi...
— Pełny worek zapełnia najgłębsze przepaści; faraon równa lepiej stany, niźli to myślą filozofowie! Cóż się to za burda stała w Mereczu?
— Słyszałeś — umknął z oczyma. — Szczegółów nie wiem. — Zdziwił się pytaniem.
— Człowieku, jak ty masz zawiązaną chustę na szyi? Gdyby to spostrzegł Ankwicz lub Narbutt, a byłbyś skompromitowany i ogłoszony sankiulotem.