Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gnąć w utarczkę, przynaglał jeszcze wojska do prędszego pochodu. Prowadził cztery działa i miał szwadron kozaków w awangardzie. Maszerował z rozwiniętemi znamionami, przy hucznej kapeli kotłów, bębnów i brzękadeł, przerażających świstach, śpiewach i dzikich porykiwaniach. Ciągnął szumnie, jakby na podbicie wszystkiego świata. Spróbował skręcić w Świętojerską i za niepokojony ogniem armat, sztrychujących te ulice od strony ogrodu Krasińskich, powiódł zwarte szeregi ku Długiej.
Do połowy Szerokiej Freta batalion maszerował, nie zaczepiany już ani jednym strzałem; lecz skoro jego czoło zaczynało dosięgać Długiej, major Ropp, czuwający w Nowomiejskiej Bramie, przywitał je kartaczami i gradem karabinowych strzałów.
Titow odpowiedział salwą wszystkich armat i rotowym, regularnym ogniem.
Zawiązała się gwałtowna bitwa.
Moskiewskie roty kilkakrotnie rzucały się do ataku na Bramę; lecz za każdym razem, dziesiątkowane kartaczami, darte bagnetami i cięte szablami dragonów Zaręby, cofały się w coraz większym nieładzie.
Titow, widząc daremną stratę czasu i ludzi, sprawiwszy jaki taki porządek w szeregach, poprowadził je biegiem ku Długiej, ale w tejże chwili, uderzono na niego ze wszystkich stron: Sierakowski z tyłu Wązką Freta, z boku od Swiętojarskiej wypadł Rutkowski z wolenterami, z Paulińskiego klasztoru następował zuchwale Kiliński, od czoła zaś Ropp zagradzał drogę kartaczami. Strzelano też ze wszystkich okien, dachów,