Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/366

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Król w otoczeniu jakichś person zjawił się od strony sali sejmowej i zastąpił im drogę.
— Ani kroku! — zakrzyczał. Blady był, rozdygotany, z gołą głową i szpadą w ręku.
— Najjaśniejszy Panie, wzywa nas honor i powinność! — wystąpił śmiało Strzałkowski.
— Wasz honor i obowiązek nakazuje wam pozostać przy mojej osobie — przemówił groźnie — bez mojego rozkazu nie wolno się wam ruszyć z miejsca. Król wam nakazuje!
— Ojczyzny jeno słucham i ona nas wzywa! Na ramię broń! Marsz!
— Wolność i Kościuszko! — zerwał się krzyk ogromny i oddział ruszył tak prędko, że król zaledwie zdążył usunąć się przed stratowaniem.
Strzałkowski zajął Krakowską Bramę i ubezpieczywszy strażami wyloty Senatorskiej i Podwala, strzelał od czasu do czasu w kierunku pałacu ambasady. Wkrótce przyłączył się do niego Konopka i obsadziwszy strzelcami narożne domy, rozpoczął polowanie na Igelström’owych ordynansów, próbujących się przedrzeć przez kordony. Nie udało się to ani jednemu.
Tymczasem Zaręba poniósł się z dragonami, jak wicher, do Nowomiejskiej Bramy i wpadł w odmęt walki, jaka się tam toczyła z całym batalionem kijowskich grenadyerów pod wodzą Titowa, który na odgłos rozruchów porwał się ze stanowiska przy kościele P. Maryi na Nowem Mieście, pragnąc przyjść z pomocą Igelstromöwi. Nastawał mu nieco na pięty Sierakowski ze swoimi rzeźnikami; ale Titow, nie pozwalając się wcią-