Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przeświadczenia powiadam: Winni są. Sprawdzone ich zbrodnie, zważono ich niegodziwości, a wy osądzicie stopień kary, na jaki zasłużyli. Pogwałcona cnota, znieważone sumienie i zdradzone człowieczeństwo, oto straszny, nieubłagany trybunał, który mocen wydać ich ciała śmierci, a imiona powszechnej wzgardzie. Niechaj wschodzące słońce wolności nie oświeci już odrażającego oblicza tyranów. Niechaj zapanuje cnota, równość i braterstwo?
Skończył i zasiadł, wyjmując z zanadrza plikę szarych karteluszów.
— Proszę o głos! — zawołał ktoś z ciżby.
Zaręba drgnął, rozpoznawszy głos Jasińskiego; nie wiedział o jego przyjeździe.
— Na sejmie grodzieńskim — ciągnął pułkownik śpiewnym akcentem — po ratyfikacyi traktatu rozbiorowego szef Działyński pod pozorem masońskiej kapituły zebrał był braci i zelantów na sąd, na którym unanimitate vocum zadekretowano śmierć głównym hersztom Targowicy. Czy był przytem kto z obecnych?
Podniosło się kilka rąk i kilka głosów potwierdziło.
— Więc pytam, zali te wyroki wykonano? — głos jego zaświstał niby klinga — Nie, ani jeden włos z głowy nikomu nie spadł. Nie dochodzę przyczyny; ni miejsce ni pora. Wołam jeno; a jeśli opieszałość albo, co gorsza, pobłażliwość i teraz jeszcze powstrzyma miecz karzący nad głowami osądzonych, to nasze wyroki stać się mogą igraszkami niegodnemi mężów rewolucyi! Jeśli mamy siłę, uderzajmy nieubłaganie, ale strzeżmy się