Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


scenie Bardos, parter natarczywie zażądał powtórzenia piosenek. Śpiewano je znowu przy takich samych aplauzach, krzykach i entuzyaźmie.
Po skończeniu piosenek ktoś z publiki podał jakiś karteluszek Bardosowi. Bogusławski, grający tę rolę, przeczytał spiesznie i prosząc o ciszę, wystąpił naprzód sceny. Zapadło takie milczenie, że słyszeć się dawały łomotania serc, gorączkowe oddechy i skrzypienia podłóg. Oczekiwano w najgłębszem napięciu i niecierpliwości.
Bogusławski zaśpiewał głosem grzmiącym, jak wojenna pobudka:

»Na polach Racławic krwawo,
Z nich okrzyk w niebo bije: Zwycięstwo!
O miejże powstania męstwo,
Warszawo! Naczelnik woła: Warszawo!

Wszyscy porwali się z miejsc i wraz wybuchnął nieopisany orkan krzyków.
Zarębę ktoś wyprowadził z parteru i zawiódł do loży p. Mokronowskiej, gdzie rad nierad musiał złożyć obszerniejszą relacyę o Racławicach. I pomimo śpiewów, rzęsistych braw i tupotów, od których teatr trząsł się i dygotał, niby we febrze, Zakrzewski próbował go jeszcze indagować w różnych materyach; na szczęście zjawił się Woyna i pod jakimś bardzo ważnym pretekstem, wprowadził na korytarz.
— Że ci to przyszła ta jenialna myśl ratowania mnie z prawdziwej opresyi!