Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pamiętajcie, bo moskale to zbóje, to krzyżobójcy!
Ja wiem, że to grzech, wiem, że Pan nasz Jezus powiedział, żeby miłować nieprzyjacioły!
Nauczał — a ukrzyżowały go żydy.
Nauczał, bo tak w katechizmie stoi, a moskale zrąbali święte drzewo krzyżowe i mordują naród wierzący!
To jakże, jakże nam ich miłować?!
I co wspomnę tę Jezusową krzywdę i to nasze pohańbienie, to jaże mi się dusza kurczy z bolenia i cosik krzyczy mi aż we wnętrznościach: bij, morduj, oździeraj! choćby tymi pazurami... I nie śmierć bym zadała tym psom djabelskim nie, ino taką mękę, żeby im każda kosteczka pękała z osobna, żeby im każde dychanie było przebijaniem goździami, a każde patrzenie paleniem piekielnem — żeby lata całe konały, a skonać nie mogły...
O Jezus, bądź miłościw mnie grzesznej! Pokarz choćby i czyścem za to, ale nie mogę darować, nie mogę Panie Ukrzyżowany! za swoją krzywdę nie mogę i za Twoją, słodki Jezusie!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Aż tu raz, wieczorkiem przychodzi strażnik z papierem i powiada, żebym szła z dziećmi do miasta, do naczelnika! Jezusie Ty mój kochany, myślałam, że mi się rozum pomięsza i pęknie to serce kołaczące.
I słowa rzec nie rzekłam, bom sił nie miała...
Strażnik, że to był z naszych, chociaż zdrajca, ulitował się i powiada cicho, że dzieci mają mi