Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ledwie chodziła i czekała, rychło pójść trzeba do Jezusa!
Ale krzyknęła:
— Nie broń synu! Za wiarę pomrę jak sam Jezus!
Ale nie wytrzymała... Przynieśliśmy do domu ledwie żywą i tak okrwawioną, że szmaty całkiem były przemoczone i pod rano, to już ino dychała ledwie, a piukała jak ten ptaszek marznący.
Tyleśmy rozeznali, że księdza chce.
I jeszcze ksiądz nie zdążył, wszedł pop z kozakami!
Poznała go i tą pasyjką, co ją przyciskała do piersi, jęła się bronić i prosić o księdza!...
Mąż juści skoczył do popa, do nóg mu się nawet pokłonił, po tych pazurach psich całował, pieniędzy dał, żeby tylko księdza pozwolił konającej — odszedł, a kozuniów ostawił przy drzwiach, i nakaz, żeby księdza nie puścili.
Umarła bez świętej spowiedzi!...
Juści grzeszna ona tam nie była i co była winowata, to już dobrze odcierpiała pod tymi batami i myślę, że Jezus się zmiłował i wziął ją do chwały swojej, ale zawdy bez spowiedzi umierać, bez rozgrzeszenia — strach!
Ale pomarła i my nic pomódz nie mogliśmy...
Bo i jak połowę wsi wywieźli, ostały tylko te jak ja i mój, cośmy ledwie żyli z pobicia... i ostał ino płacz tych dzieciątek co ich ojców pobrali, i ta krew pod krzyżem, i te porozwalane chałupy, i te połamane sady, i te pocięte świętych pańskich