Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
287
LILI

śpiesznie, bo go przestraszyła twarz Zakrzewskiego.
Po przedstawieniu, obywatelska młodzież wyprawiła huczną kolacyę całemu towarzystwu, które bibę przyjęło skwapliwie.
Zakrzewski namyślał się długo czy iść. Pragnął zobaczyć ostatni raz Lili i postanowił raz jeszcze prosić, aby z nim wyjechała.
Konie już czekały na niego przed hotelem, kazał furmanowi dać kolacyę, przebrał się do podróży, pozałatwiał ostatnie interesa i dopiero poszedł, nie mówiąc nikomu, że wyjeżdża natychmiast.
Kolacya, jak wszystkie tego rodzaju, miała jeden szemat: pić, krzyczeć i raz jeszcze pić i raz jeszcze krzyczeć.