Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
274
WŁ. ST. REYMONT

ukazanie przyjmowali wyciem i gwizdaniem.
Scena była urządzona w końcu tej świerkowej dość długiej alei i wznosiła się nad poziom stajni o całą wysokość antałków, na których Korniszon oparł całe rusztowanie, pokryte od strony publiczności płótnem, pomalowanem na fantastyczny, błękitny marmur, pożyłkowany żółtemi rysami. Nad sceną, przybita do belki, wznosiła się dumnie potężna lira drewniana, oklejona złotym papierem. Czerwone, z wypłowiałego adamaszku wielkie portyery, wypożyczone z bóżnicy, stanowiły kurtynę.
— Muzyka, zagrać-no trochę dla rozgrzewki, prędzej będą się zbierać! — wołał Korniszon na