Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
273
LILI

śniętych świerków wkopano nad ścianą od ulicy, zakrywając ją tym sposobem zielonemi gałęziami, ubarwionemi w wielu miejscach flagami, z drugiej strony w trzech czwartych szerokości stajni stała również gęsta, zielona ściana świerków i zakrywała zupełnie rzęd koni, stojących za nią, które co chwila parskały i biły kopytami w podłogę. Chińskie latarki z różnokolorowego papieru, porozwieszane na gałęziach, oświetlały słabo, ale mieniły się jak różnobarwne motyle.
Korniszon ze starym żydkiem, afiszerem, ustawiał krzesła w rzędy i co chwila biegł odpędzać z przed bramy masy chłopaków, którzy ustawicznie do niej szturmowali kamieniami i każde jego