Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/134

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    128
    WŁ. ST. REYMONT

    Byli oboje, ona leżała na kanapie z papierosem w ustach i bawiła się z psem, była w szlafroczku porozpinanym i w pantoflach, a on w kuchni razem ze służącą robił kolacyę; ukazał tylko głowę przez drzwi i nie podając ręki, bo trzymał oprawianą rybę, zawołał:
    — Dobry wieczór. Miał pan doskonały pomysł, przychodząc do nas, bo Hela tak się nudzi, że miałem iść na miasto i sprowadzić kogo do towarzystwa.
    — Zje pan z nami kolacyę, prawda? Musi pan z nami zostać, bo ja się śmiertelnie nudzę!
    — Ja tylko na chwilę wpadłem do państwa, bo nie mam czasu — tłómaczył się.
    — Pomówimy później. Siadaj-