Strona:Władysław Stanisław Reymont-Chłopi Tom II.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Długo zgadywali, aż dopiero Mateusz powiedział, że to ser, i sam zadał taką zagadkę:
— „Lipowe drzewo wesoło śpiwa,
A koń na baranie ogonem kiwa“.
Z trudem się domyślili, iż to ma znaczyć skrzypce.
Tereska zaś powiedziała jeszcze trudniejszą:
— „Bez nóg, bez rąk, bez głowy i brzucha,
A kaj się obróci, wszędy se dmucha!“
Wiater to miało znaczyć; zaczęli się o to swarzyć, prześmiewać i coraz ucieszniejsze zagadki powiadać, aż się izba roztrzęsła gwarem i wesołością.
I jeszcze długo w noc tak się społecznie zabawiali.





XI.


...Wpadli do sadu, chyłkiem przesunęli się pod obwisłemi gałęziami i prędko, trwożnie, niby spłoszone jelonki, wybiegli za stodoły, w omroczałe śniegi, w noc bezgwiezdną i w niezgłębioną cichość pól przemarzłych.
Przepadli w nocy; zginęła wieś, umilkła nagle wrzawa ludzka, porwały się nawet najsłabsze odgłosy życia, że zapomnieli wnet o wszystkiem i, ująwszy się wpół, przywarci mocno do siebie biedro w biedro, przychyleni nieco, radośni a strwożeni, milczący a pełni rozśpiewania, lecieli ze wszystkich sił, w cały ten świat, modrością siną zasnuty i milczeniem.
— Jaguś!