Strona:Władysław St. Reymont - Z ziemi polskiej i włoskiej.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wych kadzielnic, stojących zboku ołtarza, płynęły ustawicznie czerwonawe długie pasma dymów i rozwłóczyły się wolno nad głowami pobożnych postrzępionym obłokiem, snuły się wkoło kolumn i niby siecią pajęczą przysłaniały wszystko.
Wpół do dziesiątej — jakiś stary ksiądz, cały w purpurze, złożył popiersie św. Januarego na ołtarzu, z lewej strony, wtedy księża, siedzący dotąd długiemi szeregami w stallach, zaczęli się podnosić, zapalać świece, iść ku ołtarzowi — i ustawiać się z obu stron, na stopniach.
Przy księdzu, który złożył popiersie, stanęło kilku najstarszych wiekiem.
Głowa świętego jest zamknięta w popiersiu srebrnem, złoconem, przedstawiającem twarz jego podług najdawniejszych tradycyj i pomników. Popiersie pokryte godłami dostojności biskupiej i ozdobione przepysznemi kamieniami. Mitra szyta perłami i złotem, a sznur ogromnych pereł spada na ramiona Świętego.
Naraz gwar cichy, szmery, westchnienia, wszystko to ucichło, bo ksiądz, podtrzymywany pod ramiona, podniósł popiersie do góry i trzymał, okazując je ludowi. Przez kaplicę przeleciał jakby wicher splątany z tysiąca krzyków, tłum zakołysał się gwałtownie, uderzył o bronzową balustradę prezbiterjum i opadł ciężko na kolana w pył i smugi dymów, który zakrył wszystkich jakby obłokiem.
Wyjęto ze skrzyneczki okrągłej relikwjarz z krwią męczennika.