Przejdź do zawartości

Strona:Władysław St. Reymont - Pisma IX - Nowele.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 24 —

 — Z Władkiem siądę i przyjedziemy do ciebie. Mam z nim interesa pewne. Niech sobie odjadą, pojedziemy ostatni — szepnął i pożegnał się ze wszystkimi.
 Pojechali ostatni. W lesie zaproponował, aby zejść z bryczki i iść pieszo; chciał swobodnie pomówić. Zeszli i poszli ścieżką, wiodącą naprzełaj lasu, konie wysławszy przodem. Szli w milczeniu. Pierwszy zaczął Władysław:
 — Bałem się o ciebie; sądziłem, że ci zbraknie odwagi przyjechać.
 — Bałeś się o moją uczciwość.
 — Tak. A przyjazd był twoim obowiązkiem.
 — Bodajbym był nigdy nie odjeżdżał... ach, gdyby nie konieczność...
 — Nie mów, znam to, co ty teraz cierpisz, bo kochałem sam.
 — A teraz?
 — Nie kocham. Rozdziałem serce z pięknej szaty i oblokłem je w lepszą: w obojętność.
 — Nie mówiłeś nigdy o tem.
 — Tobie sprawia ulgę wypowiedzieć się, a mnie zatopić w sobie.
 — Nie kochała cię?
 — Kochała bardzo, ale jeszcze więcej klasztor i Chrystusa, bo się Jemu poświęciła. Tak mnie przedstawili, że ta biedna dusza zlękła się moich pojęć.

 — Boli cię wspomnienie?