Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


AKTEON

O, bezwstydna madonno, biała panno z gór,
widuję cię co noc idącą do kąpieli,
kiedy księżyc, ptak nocny, wychynie z za chmur
nad taflę wodnej topieli.

Idziesz cicho jak światło i zapadasz w prąd
z pluskiem, co granie fletni przypomina,
i płyniesz, rozgarniając sennym ruchem rąk
ciekły blask, szumiący w wiklinach.

Przytrzymanym na smyczy, zmilknąć każę psom,
aż na moim wynurzysz się brzegu
i uniesiesz ramiona, przesłonięte mgłą
wodne kwiaty, bielsze od śniegu.

O, bezwstydna madonno, Diano, panno z gór,
wiecznej młodości katedro,
spojrzyj, niechaj jeleniem poskaczę przez bór,
niech własne psy mnie rozedrą!