Strona:Władysław Orkan - Pieśni czasu.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ostatkiem sił:
„Zachowaj nas, Panie!“

„Od złej, a niespodziewanej śmierci“ —
............
Płacz zmordowany prośby rozpacznemi
Jęczy przy ziemi —
Ranny pies-tułacz u wrót...
Już to nie lud —
W prochu, w kajaniu jęczy dusza ludu.
Pomocy wzywa... zmiłowania! cudu!
To się znów zrywa,
Jak wypędzona przez ojce niewiasta,
Pędzi odludnem polem,
Gnana bolem,
Z widmami strasznemi gada,
Krwią ślady stóp swych znaczy —
Aż ślepa od rozpaczy
Potyka się na grobie i pada.

A oto przed nią postać olbrzymia wyrasta,
Nieba włosami sięga
Potęga!
Bóg!
Dusza się wije u jej nóg,
Stopy jej zmywa łzami swemi,
Wreszcie nadziei wzrok
Waży się, korna, podnieść w chmury —